środa, 26 lipca 2017

56. Liście na wietrze

(Logan)
Po skończony dyżurze miałem jechać do domu. Mimo zapewnień Kendalla, że i tak zostaje jeszcze na dwanaście godzin w szpitalu.
-Lira pojechała do domu. - wzruszył ramionami. - Hale'om nic nie zagraża, więc możesz odpocząć.
Miał rację, ale nie bardzo chciałem się do tego przyznać. Lira słusznie zauważyła. Ten dzieciak powinien zachowywać się bardziej jak dzieciak. Teraz był zdecydowanie zbyt dojrzały jak na swoje szesnaście lat.
-Przygotowałem za Ciebie wypis dla Twojej pacjentki. - oznajmił, podając mi wypełnioną kartkę. - Musisz tylko podpisać i dodać zalecenia.
-Zupełnie o niej zapomniałem... - westchnąłem, kręcąc głową. - Dzięki. Odniesiesz jeszcze dokumenty do Adams?
-Jasne. - przytaknął.
-Jezu, co ta miłość robi z człowieka? - westchnąłem, podpisując kartkę i wkładając ją do kserokopiarki.
-Co, zazdrościsz? - zachichotał. - Mógłbyś się w końcu trochę ogarnąć.
-Po co? - wzruszyłem ramionami. - Małżeństwo ma tylko jeden plus. Regularne bzykanie na legalu.
-Co? - zmarszczył brwi, patrząc na mnie z zaskoczeniem. - Skąd Ci to przyszło do głowy?
-Jakieś trzy godziny temu Adams powiedziała coś takiego do Jamesa. - odpowiedziałem, siadając na krześle obok ksero.
-Nie wierzę, żeby użyła zwrotu „bzykać na legalu”. - zachichotał, kręcąc głową.
-Bo nie użyła. - przekrzyczałem jego śmiech. - Powiedziała to, ale innymi słowami.
-To wiele wyjaśnia. - posumował. - To nic, muszę wracać do pracy. I nie zapomnij dać pacjentce tego świstka, bo tylko wtedy pójdzie do domu.
I wyszedł, zostawiając mnie samego w ciasnej kanciapce. Dlaczego James jeszcze nie przekonał Adams do przestawienia się na dane cyfrowe? Chyba znacznie łatwiej oddawać skany niż papiery.
(James)
-Dziękuję, panie Mecenasie. - szczebiotała starsza kobieta. - Tak bardzo panu dziękuję.
-Nie ma za co. - uśmiechnąłem się do niej, przewieszając marynarkę przez ramię. - Cieszę się, że mogłem pomóc.
Odprowadziłem kobietę i wróciłem do domu. Wciąż miałem jedną wersję akt do przeskanowania.
I tak, wciąż nie wybiłem sobie w głowy tego małżeństwa. Ja i Mary byliśmy razem od dwóch lat. Przynajmniej dla mnie. Mary traktowała mnie jak rozrywkę. Chłoptasia do spania kilka razy w tygodniu. No dobra, przyznaję, że sam tak o tym myślałem, ale po kilkunastu nocach zacząłem się w niej zakochiwać. Wiem, jestem beznadziejny.
Odłożyłem teczkę na biurko i spojrzałem na zupełnie wyciszony telefon, który teraz tylko migał. Uniosłem brwi, widząc numer Alexy.
-Tak? - powiedziałem, przyciskając telefon do ucha i podtrzymując go ramieniem.
-Cześć, James. Tu Alexa.
-Coś się dzieje? - zapytałem, rozkładając dokumenty na stoliku.
-Mam prośbę. Mógłbyś zostać wieczorem z Wendy? Wiem, prosiłam Cię o to już dwa razy w tym miesiącu, ale nie mam kogo już poprosić. Kendall ma dyżur, a Lira wciąż jeszcze nie doszła do siebie. Zostaje jeszcze Adam, ale on się z nią nie dogaduje.
-Jasne, nie ma sprawy. - odpowiedziałem, zapinając z powrotem teczkę. - To co? Mam wpaść do Ciebie wieczorem.
-Tak, obiecałam Kate, że będzie wolna o ósmej. - potwierdziła, stukając w klawisze komputera. - dzięki James, ratujesz mi życie.
-Nie ma o czym mówić. Będę u Ciebie przed ósmą. Na razie.
Odłożyłem telefon na stolik i otworzyłem szafę, szukając czegoś luźniejszego na przebranie. Kiedy ma się osiemnaście garniturów, to nie jest wcale takie proste. Nie ubiorę się przecież jak do biegania, co nie? W końcu znalazłem koszulkę i jakieś jeansy. Kiedyś zakładałem to do grania w tenisa, ale już dawno wybiłem go sobie z głowy.
Do siódmej oglądałem telewizor, porządkowałem dokumenty i wprowadziłem ostatnie dane do komputera. Zajmowanie się jedną sprawą jest o niebo fajniejsze niż rozkręcanie ośmiu postępowań jednocześnie. W prawdzie nigdy nie myliłem dowodów, ale... tak jest po prostu lepiej.
Tuż przed czasem podjechałem pod blok Alexy. Miałem klucze i często zachowywałem się jak u siebie. Wiedziałem, gdzie co leży, czasami robiłem zakupy i nie raz przygotowywałem coś do jedzenia dla siebie i Wendy.
Wszedłem na górę i jak gdyby nigdy nic wszedłem do środka. Zawsze karze opiekunce zamykać się na cztery spusty. Normalka. Minąłem przedpokój i wszedłem do pokoju z dziecięcym łóżeczkiem.
-Ty jesteś Kate? - zapytałem młodą dziewczynę, która wyglądała, jakby już wybierała się do wyjścia. - Miałem Cię zmienić.
-Wiem, pani Vega mi mówiła. - kiwnęła głową. - Mogę już iść? Muszę jeszcze odwiedzić babcie w domu spokojnej starości.
-Jasne, jedź. - uśmiechnąłem się do niej i pokiwałem głową.
Kiedy wyszła, zauważyłem, że Wendy powoli wspina się po barierkach kojca i wyciąga ręce, żeby troch pochodzić.
-Chcesz na spacer? - uniosłem brwi, łapiąc ją pod pachami. - To gdzie idziemy, co?
-Wujek... - zaszczebiotała.
-Tak, tu wujek. - przytaknąłem. - To co? Chcesz do książeczki?
(Kendall)
Kiedy wróciłem rano do domu, zastałem Lirę drzemiącą na kanapie. Podszedłem bliżej, wyjmując jej z dłoni rozłożony komputer. Pewnie znowu pracowała w nocy.
-Kendall, to ty? - wymamrotała sennie.
-Tak, możesz spać dalej. - uśmiechnąłem się do niej, głaszcząc ją po policzku.
Ostrożnie podniosłem ją w ramionach i zaniosłem do sypialni. Dobrze, że jest niedziela. Rzadko wzywali ją w weekend. Ale i tak wolałem odnaleźć jej telefon i wyłączyć na wszelki wypadek.
Trzymając jej telefon w ręku, myślałem o Tym, co się ostatnio wydarzyło.
Coś mi mówiło, że zatrzymanie matki Hale'ów tylko uruchomi spiralę wypadków. Teraz wszystkim zajmie się policja, potem prokuratura. Nie mieliśmy przy tym już nic do roboty. To wszystko było niemożliwe do rozwiązania. Zupełnie jak tak scena w „Tom i Jerry”, kiedy w niebie pojawiają się trzy urocze kotki w worku, a kiedy dorastasz, uświadamiasz sobie, że ktoś je po prostu zabił po urodzeniu. Może tak jak do tego, musimy bardziej dojrzeć do odkrycia prawdy, zastanowić się dopiero po jakimś czasie, a dopiero wtedy ujrzymy pełny obraz.
Podniosłem głowę, widząc, że w oknie naprzeciwko ktoś stoi. I z pewnością nie jest to sąsiadka, której tyle razy pomagałem wnieść zakupy na górę. A może po prostu histeryzuję? I to jakaś jej wnuczka.
Wzruszyłem ramionami i odszedłem od okna. Chciałem się trochę przespać. Nie miałem na to szans na dyżurze, więc chwilę później położyłem się obok Liry i czekałem, aż zasnę.
Ale nie mogłem. Po prostu cały czas coś mi przeszkadzało. Na dodatek syn faceta mieszkającego piętro wyżej uporczywie ćwiczył grę na perkusji. Jedno trzeba mu było przyznać. Dzieciak był coraz lepszy i nie gubił rytmu co dwie minuty, jak to było tydzień temu.
-Próbujesz spać? - usłyszałem obok siebie głos Liry.
-Hej... - uśmiechnąłem się, pochylając się nad jej twarzą i delikatnie całując ją w usta. - Myślałem, że będziesz spała w nocy, ale nie pracowała w piżamie.
-Oj, nie pracowałam... - wywróciła oczami.
-Jasne... - prychnąłem. - Widziałem, co masz wyświetlone na komputerze.
-No dobra, może i trochę pracowałam, ale dosłownie tyle co nic. - przyznała, siadając na łóżku. - Tylko odpisywałam na służbowe Maile, a to się nie liczy. W telewizji dają tylko jakieś dramy, a ja mam tego wystarczająco powyżej uszu.
-Lepsze niż serial. - zaśmiałem się i obróciłem się na bok. - Słuchaj... Ta Twoja sąsiadka zza przeciwka, ma może jakieś wnuki?
-Wnuki? - zmarszczyła brwi. - Nie, ale ma córkę. Dość młodą. Ma prawie trzydzieści lat, ale wygląda jak szesnastka.
-To by wiele wyjaśniało. - wzruszyłem ramieniem. - W jej mieszkaniu kręci się jakaś dziewczyna.
-Pewnie ona. - odparła zupełnie obojętnie. - Wpada w każdą niedzielę.
Wstała i przeszła na bosaka do szafy, wyciągając koszulkę i zwiewną spódnicę. Uśmiechnąłem się na pół twarzy i zamrugałem.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz? - zapytała.

-Po prostu lubię, kiedy wkładasz tę spódniczkę. - odpowiedziałem, na co ona szeroko się uśmiechnęła. 

2 komentarze:

  1. Padłam z tekstu Logana o bzykanku na legalu hahha rozwaliło mnie to 😂
    Opiekunka Alexy wydawała się być spoko, ale Wendy woli Jamesa, nie dziwię się xd
    Miłość kwitnie :)
    Fajny i czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Logan musisz jeść więcej orzeszków, chociaż ostatnio jr przesalaja.
    Adams.... dlaczego jesteś taka egoistką? Mogłabyś z po prostu zerwać i znaleźć sobie innego. Oszczędziłabys mu tego cierpienia. Jam znalazłby kogoś i żył spokojnie i fajnie.
    Oj Lira nie ładnie, miałaś się nie przemęczać. Tylko troszeczkę? Każdy tak mówi i się usprawiedliwia
    Hm... może to jednak jest coś więcej? Albo sobie coś pan K ubzdurał.
    No to popros ja, by częściej ja zakładała.
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź Voldek - skomentuj.
Dla Ciebie to niewielki zamach, ale dla mnie to potężny kop energii i zachęta do pisania.
Weryfikacja obrazkowa - wyłączona, anonimy włączone. każdy może napisać coś od siebie. Dla mnie to wiele znaczy.