wtorek, 18 lipca 2017

54. Każdy dzień

(Kendall)
-I Ty mówisz mi o tym dopiero teraz? - ryknęła Lira, kiedy opowiedziałem jej o pogróżkach od matki braci Hale'ów. - Żartujesz sobie?
-Nie mogłem Ci tego powiedzieć wcześniej. - zacząłem się tłumaczyć. - Byłabyś wściekła.
-Teraz jestem wściekła.
Teraz już doszła do siebie. O ile mogę to tak nazywać, bo wciąż była trochę obolała, ale uzbrojona w dwa słoiczki Tylenolu twierdziła, że jakoś to przeżyje. I wróciła do pracy. Na razie tylko w szpitalu, bo Amanda nie pozwoliła jej jeszcze chodzić do podopiecznych.
-No to inaczej. - zaczęła od nowa. - Czy oni o tym w ogóle wiedzą?
-Chyba tak. - wzruszyłem ramionami, wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. - Adams zaniosła liścik na policję. Myślę, że jakoś się musiał o tym dowiedzieć.
-Dobrze wiesz, że Scott i tak spędza w szpitalu za dużo czasu jak na nastolatka. - oznajmiła, wsadzając teczkę do swojej czarnej walizki na dokumenty. - W jego wieku chodziłam na koncerty i wystawy samochodów z lat pięćdziesiątych. On tez powinien się zabawić. Mecze baseballa to nie wszystko. I Ty dobrze o tym wiesz.
-Wiem, dzieciak ma przerąbane. - wywróciłem oczami. - Wiem, że nie wiesz, jak mu bardziej pomagać, ale wiem też, że Derek nieźle sobie radzi.
-Dobrze zdaję sobie z tego sprawę. - pokiwała głową. - Ale martwię się, że ich matka to wariatka i może im zrobić krzywdę.
-Rozmawiałaś z Jamesem? - zapytałem, podając jej telefon, żeby mogła go spakować.
-Niewiele. - odpowiedziała, zapinając walizkę. - Na razie przestał się widywać z Adams. Czeka, aż potrzeba seksu da jej o sobie znać i sama do niego przyjdzie.
Sypianie z podwładnymi nie jest czymś, na co komisje dyscyplinarne patrzą przychylnym okiem i dlatego nie mogła poprosić żadnego lekarza. Ani Adama. On już sypia z Alexą i ona dobrze o tym wie, chociaż kiedy to do niej dotarło, nie była zadowolona. Wezwała ich do siebie i po rozmowie i obietnicy, że to nie wpłynie na pracę, po prostu machnęła ręką.
-Tak, ale za to sypiać z prawnikiem nikt jej nie zabroni. - zaśmiała się, przechodząc na drugą stronę gabinetu.
Sięgnęła po jedną z prawniczych książek, stojących na półce. Kiedyś to był gabinet jej ojca, a teraz miała go urządzonego po swojemu. Szczerze mówiąc, współczesny sprzęt świetnie kontrastował ze staromodnymi meblami.
-Słuchaj, ja idę teraz do pracy. - powiedziała, odbijając jedną ze stron książki w domowym skanerze i chowając wydrukowaną kartkę do torebki. - Spróbuj trochę pospać przed nocna zmianą.
-Przecież wiesz, że nie można się wyspać na zapas. - zachichotałem.
-Wiem, ale wczoraj siedziałeś do późna przed telewizorem.
Zabrała z biurka torebkę i walizkę z dokumentami i pocałowała mnie w policzek.
-Zobaczymy się wieczorem. - oznajmiła, zabierając z regału kluczyki do samochodu. - Pozmywasz po śniadaniu?
-Pewnie, leć już. - uśmiechnąłem się, lekko ściskając ją za rękę. - Zobaczymy się wieczorem w szpitalu.
-To pa.
(Logan)
-Co, Ty kreskówki oglądasz? - zmarszczyłem brwi, widząc, co Alexa ogląda w pokoju lekarskim.
-Peter kupił to ostatnio Wendy. - odparła, wciąż z uwagą wpatrując się w telewizor. - Sprawdzam, czy to dla niej odpowiednie.
-Peter? - zmarszczyłem brwi, wlewając sobie kawy do papierowego kubka.
-Ojciec Wendy. - wyjaśniła szybko. - Ma trochę dziwne poczucie humoru i warto sprawdzić, co jej kupuje. Już raz jej kupił brutalną bajkę i wolałabym, żeby to się nie powtórzyło.
Zamrugałem, siadając obok niej i spojrzałem na ekran. Nie widziałem tu niczego niebezpiecznego. Chyba, że policzyć dwa przewracające się na śniegu niedźwiadki jako propagowanie przemocy wśród młodzieży.
-Ile ona ma? - wzruszyłem ramionami. - Półtora roku?
-Prawie dwa latka. - poprawiła mnie, kiedy mieszałem w swoim kubeczku i co chwilę sprawdzałem, czy cukier na pewno całkowicie się rozpuścił. - Ale dobrze przyswaja wiedzę.
Mówiła, jakby ją przepytywał. Nie chciałem się z nią kłócić. Zamrugałem, wyciągając komórkę z kieszeni. Mógłbym przysiąc, że poczułem, jak zawibrowała, ale chyba musiało mi się wydawać.
-Co jest? - zapytała, obracając się w moją stronę i wyciągając spod poduszki opakowanie po filmie DVD. - Kiepsko wyglądasz.
-Nie przejmuj się. - pokręciłem głową. - Jestem tylko zmęczony.
-Może wezwę kogoś, żeby Cię zastąpił? - zaproponowała. - Prześpisz się.
-Nie... I tak bym nie zasnął. - Pokręciłem głową, znowu unosząc kubek do ust. - Na dyżurze powinna być przynajmniej trójka lekarzy. Kendall dołączy do nas dopiero za dwie godziny. Napiję się kawy i będę jak nowy.
-Jasne... - prychnęła, wkładając płytę z powrotem do pudełka. - Dobra, to ja idę. Muszę już wracać. Odsapnij trochę, zanim pójdziesz na izbę przyjęć.
(Kendall)
-Chodź tu, Schmidt! - usłyszałem głos doktor Adams. - Pomożesz!
Ledwo zdołałem wejść na podjazd dla karetek i już mnie wzywa. Cudownie. Bez przebrania, bez wdrążenia... jak ja to uwielbiam...
-Co mamy? - zapytałem, pomagając wyprowadzić nosze.
-Nastolatkę z podciętymi żyłami. - oznajmił jeden z sanitariuszy. - Znalazł ją przyjaciel. Powiedział, że przyszedł do niej do pokoju, chociaż się nie umawiali. Nie powiedział za wiele. Kiedy przyjechaliśmy, leżał obok niej z rozwaloną głową.
Otworzyłem szeroko usta, poznając twarz dziewczyny. Koleżanka Scotta. Kiedyś go tu przywiozła. Adams pstryknęła palcami, chcąc zwrócić na siebie moją uwagę.
-Schmidt, o co chodzi? - zawołała, prowadząc nosze do szpitala. - Znasz ją?
Nie odpowiedziałem na jej pytanie. Moja ciekawość teraz wydawała mi się znacznie poważniejsza. Obróciłem się z powrotem do tego samego sanitariusza.
-A co z jej kolegą? - zapytałem.
-Wezwaliśmy do niego drugą karetkę. - wyjaśnił, wsiadając z powrotem do środka. - Przywiozą go tu za kilka minut.
-SCHMIDT! - warknęła Adams, a ja dobiegłem do niej w kilku susach. - Dowiem się, o co Ci chodzi? Dlaczego się tym tak interesujesz?
-To może być Scott Hale. - odpowiedziałem, pomagając ją przenieść.
-Co Ty pleciesz? - zmarszczyła brwi, robiąc miejsce Adamowi, żeby mógł założyć wkłucie. - Morfologia, gazometria i nawodnienie! Szybko!
-Wiem, że to jego przyjaciółka. Są ze sobą blisko. - odpowiedziałem. - Kiedy był tu w zeszłym miesiącu, czytał książki o okultyzmie. Powiedział, że ostatnio interesuje się tym Lydia i on się o nią martwi. To jest Lydia.
-Ma sens. - pokiwała głową, kiedy pomagałem jej ściągnąć bluzkę dziewczyny. - Pewnie padła ofiarą jakiejś sekty, a on sam niewiele wiedział.
-I teraz wiozą go z rozbitą głową. - wymamrotałem, zdejmując prowizoryczny opatrunek z jednego z nadgarstków Lydii. - Pewnie go przyłapali.
-Obyś się mylił Schmidt. - westchnęła. - Obyś się mylił.
(Lira)
Właśnie kończyłam zmianę. Kendall zaczyna swoją za kilka minut, ale pewnie już dotarł do szpitala. Zawsze przyjeżdżał trochę wcześniej. Poczekam na niego przy recepcji. Pożegnamy się przynajmniej. Właśnie tak myślałam przez kilka ostatnich minut, dopóki nie zobaczyłam go zalanego krwią.
-Co się stało? - zapytałam z niepokojem. - Przecież... nawet nie zacząłeś jeszcze zmiany.
-Już zacząłem. - wydyszał, idąc do szatni pracowników. - Zajrzyj przez żaluzje.
Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale zrozumiałam wszystko, kiedy zobaczyłam kto tam leży.
-Przecież to jest Scott! - wydyszałam, doganiając go na korytarzu. - Co mu się stało? Na atak astmy mi to raczej nie wygląda.
-Uraz głowy. - wyjaśnił, sięgając po zielony scrub. - Mocny zamach tępym narzędziem. Adams bierze go na tomografię. Ma problemy z oddychaniem. Muszę go zaintubować przed badaniami.
-Myślisz, że to przez jego matkę? - podrzuciłam i byłam nadzwyczaj zaskoczona, kiedy pokręcił głową, wkładając koszulkę na gołe ciało.
-Raczej nie. - zaprzeczył, zakładając stetoskop na szyję. - Przyszedł do przyjaciółki i znalazł ją z podciętymi żyłami. Na szczęście zdążył zadzwonić na pogotowie, zanim go nakryli, ale...
Przełknął ślinę, szukając w szafce swojego zapasowego fartucha.
-Ale co? - zachęcałam go, chcąc więcej od niego wyciągnąć.
-Ale obym się mylił. - dokończył, kręcąc głową. - Muszę do niego wracać, a ty jedź już do domu.
-Wiesz co? - powiedziałam bez żadnego zastanowienia. - Zostanę jeszcze trochę po godzinach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Notki takiej długości będą jeszcze przez jakiś czas. Wiem, że kiepsko,ale tylko tyle daję radę z siebie wyciągnąć.
I wracamy do Scotta. Sama nie wiem, jak na to wpadłam, ale dobra. Tak już musi zostać. Domyślaliście się, że to może być coś poważniejszego? Czy nie?

A jak podobała Wam się notka? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach. Trzymajcie się! Cześć!

2 komentarze:

  1. Dzieciak powinien iść się rozerwać, chociażby na jakieś kajaki, jeżeli nie na imprezę.
    Lira ciesz się, że w ogóle Ci powiedział
    Facet ma dziurawa pamięć.
    Adams powinna się ogarnąć, bo zostanie z palcem nie powiem gdzie.
    Logan nie zgrywam bohatera i idź spać.
    Dwa niedźwiadki? ^^ Uroczo
    Tak, facet czasem nie ma wyczucia.
    Okultyzn? Uhu lepiej nie zaczynać z czarnym bo się nie wyjdzie bez ubytków.
    Oni chcieli, żeby się zabiła?
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamito :o
    Okultyzm... błagam trzeba im coś dać do roboty, bo w takim tempie to szybciej poleżą na deskach.
    Adams mogłaby być trochę milsza.
    Fajny i czekam :)

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź Voldek - skomentuj.
Dla Ciebie to niewielki zamach, ale dla mnie to potężny kop energii i zachęta do pisania.
Weryfikacja obrazkowa - wyłączona, anonimy włączone. każdy może napisać coś od siebie. Dla mnie to wiele znaczy.