środa, 5 lipca 2017

53. Zjednoczeni silniejsi

(Logan)
-Logan, wiozą nam ofiarę wypadku. - zawołała Alexa, odkładając słuchawkę na podstawkę telefonu. - Szykuj się!
-Już idę! - odkrzyknąłem, sięgając po jednorazowy fartuch i parę świeżych rękawiczek. - Znasz jakieś szczegóły?
-Nie, anonimowe zgłoszenie. - pokręciła głową. - Lepiej już wyjdź, bo jeszcze będziesz musiał biegać. A wiem, że tego nie lubisz.
Miała rację. Nie lubiłem. Zostawiłem ją chichoczącą na recepcji i wyszedłem na zewnątrz. Wolałbym, żeby wezwała jeszcze kogoś.
Odkąd Kendall niańczy Lirę w domu, jest coraz gorzej. Niby dobrze radzę sobie sam w pracy, mam nawet kolegów, ale to wciąż nie to samo, co Kendall.
-Wszystko gra? - zapytała doktor Adams, stając obok mnie. - Nie wyglądasz najlepiej.
-Wydaje się pani. - machnąłem ręką, zawiązując z tyłu jednorazowy fartuch. - Wszystko w porządku. Po prostu... czekam, aż wszystko wróci do normy.
-Pracujemy w szpitalu. - przypomniała. - Tutaj nigdy nic nie wróci do normy.
-Nie taką normę miałem na myśli. - pokręciłem głową. - Mówiłem raczej o Kendallu, z którym pracuje ramię w ramię. O Lirze, która robi wszystko, żeby uratować od strasznego losu, kogo tylko się da. James, który zjawia się zawsze, kiedy pani tego chce. O Carlosie, który biega po całym szpitalu, bo nie nadąża z wezwaniami...
-To akurat mogę Ci załatwić. - powiedziała szybko, nie dając mi dokończyć. - Friday jest do bani. Mogę go zwolnić chociaż za pięć minut.
-Nie wiedziałem, że ma pani taką władzę. - uniosłem brwi, bo psychologowie nie byli przecież w obrębie izby przyjęć.
-Bo nie mam. - odparła, jakby to nie mogło jej powstrzymać. - Ale kilka obraźliwych słów, Pena znów na stanowisku i facet sam odejdzie.
-Nie wierzę. - prychnąłem, zanim zdołałem się powstrzymać.
-Jeśli chcesz, możemy się przekonać. - wzruszyła ramionami. - Zapytam z ciekawości: Dlaczego Ci tak na tym zależy?
-To tak jak z superbohaterami, pani doktor. - wyjaśniłem, przytaczając jedną z komiksowych formułek. - Zwykle działają w pojedynkę, ale w kryzysowych sytuacjach muszą się zjednoczyć. I wtedy są silniejsi.
-Nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz. - oznajmiła, kiedy skończyłem.
Powiedzmy, że jakoś mnie to nie dziwi. Ale chciała, czy nie chciała... była dowódcą w naszej drużynie.
(Kendall)
-Jesteś pewien, że to wystarczy? - zapytałem, kiedy James przenosił dokumenty na swój prywatny komputer. - I tak będziesz musiał stworzyć cyfrową bazę danych, żeby działała wyszukiwarka.
-Wystarczy. Moja baza danych właśnie się tworzy. - odpowiedział, wyjmując jedną kartkę ze skanera i wkładając kolejną. - Mam program, który potrafi rozczytać wydrukowany tekst. Czasami robi literówki, ale to poprawię wieczorem.
-A co zrobisz z papierową wersją dokumentów? - zapytała Lira, unosząc brwi. - Cyfrowe dane ulegają przypadkowemu zniszczeniu częściej niż te papierowe.
-Wiem. - pokiwał głową. - I dlatego je zostawię. A w dniach, kiedy nie będę miał się czym zajęć, będę zajmował się archiwizacją.
-To akurat mogę załatwić. - powiedziała szybko, zszywając kolejny mały plik dokumentów i wkładając je do folderu. - I tak nie mam nic ciekawszego do roboty. Kendall, przypomnij mi, na ile mam jeszcze to zwolnienie...
Spojrzała na mnie wyczekująco, przez co wykręciłem oczami. Wiedziałem, że najchętniej spędzałaby ten tydzień w gabinecie i odpowiadała na telefony.
-Tydzień. - powiedziałem w końcu.
-Właśnie, tydzień jestem do Twojej dyspozycji.
Siedzieliśmy w mieszkaniu Jamesa, pomagając mu przy tworzeniu biura. Wiedziałem, że dokumentacja to sprawa kluczowa i nie spodziewałem się, że wpadnie na pomysł utworzenia takiej cacy-cyfrowej wersji. Po bardzo żmudnych namowach w końcu przekonałem Lirę, żeby wsiadła na wózek. Oczywiście po prawie godzinnej kłótni w końcu się zgodziła.
-Mam pomysł. - zacząłem po dłuższej chwili. - Może zatrudnisz siostrę Carlosa. Mówił, że jest w tym całkiem niezła. I jeszcze jedno. Powiedz nam wreszcie, co Cię trapi.
James zamarł przy wielofunkcyjnej drukarce. Nie wyglądał na zadowolonego. Prędzej na wystraszonego. Pewnie nie spodziewał się, że Kendall z czymś takim wyskoczy. Chociaż nie oszukujmy się, przecież to Kendall. Nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Tak, taki właśnie jestem.
James w końcu się poddał. Teraz już nie ukrywał przybicia, który tak bardzo próbował maskować, odkąd tylko tu przyszliśmy.
-Będę z Wami szczery. - westchnął ciężko. - Wczoraj oświadczyłem się Mary.
I co? Nie przyjęła? Do przewidzenia.
-Nie zgodziła się. - no proszę, jakbym zgadł. - W sumie, nie wiedziałem, co sobie myślałem. Ona nie chce się angażować. Umawialiśmy się tylko na seks dwa-trzy razy w tygodniu i ona się tego uparcie trzyma.
-I na to się godzisz? - uniosłem brwi, wciąż uważając, że to jest kiepski pomysł.
-To jedyny sposób, żebym mógł się do niej zbliżyć. - odpowiedział, jakby wciąż się tego kurczowo trzymał. - Na początku nawet mi to wystarczało, ale teraz... Sam już nie wiem.
Wzruszył ramionami, odwracając się z powrotem w stronę drukarki.
-Może potrzebuje czasu. - podsunęła Lira, układając kolejny folder w pudełku archiwizacyjnym. - Tak w ogóle, to jak długo się już spotykacie w ten sposób?
-Jakieś trzy lata. - odparł od niechcenia. - Wiem, jest źle. Nie komentujcie już tego i tak wiem, że jestem frajerem.
(Carlos)
Już kończył mi się urlop. Poświęciłem to, żeby popracować trochę dla Jamesa. Oczywiście Adams z resztą zarządu musiała kogoś znaleźć na moje stanowisko, przynajmniej na te kilka tygodni. Podobno gość jest beznadziejny, więc może mam szanse na drobne docenienie mojej ciężkiej pracy? Przynajmniej takie malutkie.
-Jak leci? - zapytała Aina, siadając naprzeciwko mnie na kanapie. - Wciąż jutro idziesz normalnie do pracy?
-Tak. - pokiwałem głową. - Nic się nie zmieniło przez ostatnie pół godziny.
-Nie pytam Cię o to co pół godziny. - pisnęła oburzona.
-Właśnie, że tak. - kiwnąłem głową. - Chcesz jajko? Bo będę sobie smażył.
-Jasne. - wzruszyła ramionami, uśmiechając się od swojego wyświetlacza w telefonie.
Nie wiedziałem, jak długo jeszcze zamierzała u mnie mieszkać i szczerze mówiąc, miałem to gdzieś. W sumie, nawet lepiej, że miałem ją przy sobie, bo przynajmniej miałem pod kontrolą to, co robiła na co dzień.
Podszedłem do części kuchennej i wyjąłem z szuflady umyta patelnię. Aina obróciła się w moją stronę i zmarszczyła brwi.
-Czekaj... powiedziała powoli, marszcząc brwi. - Jajka zwykle smaży się na śniadanie. A teraz zbliża się pora kolacji.
-To co? - wzruszyłem ramionami, rzucając na patelnię trochę masła. - Lubię jeść jajko na kolację.
-W sumie, czemu się dziwię. - znowu wzruszyła ramionami, opierając łokcie na kolanach. - Każdy psychiatra ma coś nie tak z głową.
-Aina, jestem psychologiem. - przypomniałem jej chyba po raz setny. - A to różnica.
-Dla mnie to jeden ciort. - odparła, sięgając po pilota od telewizora. - Poszukam czegoś ciekawego w telewizji. Gdzie trzymasz program?
-Nidzie, bo nie kupiłem. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
(Lira)
Wieczorem Kendall położył mnie (i to dosłownie) do łóżka. Oparłam się o puchową poduszkę i sięgnęłam po jedno z pism, które leżały przy stoliku nocnym prawie od miesiąca.
-O której jutro zaczynasz? - zapytałam go, kiedy położył się obok mnie.
-O dziesiątej. - odarł, opierając głowę o moje ramię. - Logan się ucieszy. Przez większość czasu musiał sam odwalać robotę. A teraz chyba nie dam sobie forów.
-Wiadomo, co ze Scottem i Derekiem? - zapytałam, przewracając kolorową stronę. - Nie dają znaku życia od pogrzebu.
-Miewają się dobrze. - odpowiedział trochę sennym głosem. - Myślisz, że James jest zwolennikiem teorii spiskowych?
Jego pytanie całkiem mnie rozwaliło. Wiem, że interesuje się pewnymi sprawami, ale nie musi znaczyć, że w nie wierzy. Dobrze zdawałem sobie w tego sprawę.
-Nie mam pojęcia? - rzuciłam, spoglądając na niego z zaskoczeniem. - A co? Znowu interesuje się sprawą bliźniaczych wierz i projektem „MK Ultra”?
-Nie, ale ma wątpliwości, czy McCall był wtedy w trumnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra, na tyle powinno wystarczyć. Sama nie wiem, jak zdołałam zrobić to W TEN sposób Dobra, dobra. Koniec już z tym głupim gadaniem
Co myślicie o nastroju Jamesa? Czy rzucenie się w „wir pracy” to dobry pomysł? Oczywiście reszta pozostaje tą samą ekipą. No... może z wyjątkiem Logana, bo on stale się zmienia.

No dobra, mam nadzieję, że dzisiejsza notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Pa!  

3 komentarze:

  1. Witam! 😉
    Nwm czemu, ale jakoś mi się pomyślało, że ojciec Logana bd ofiarą tego wypadku.
    Ja też tęsknię za Kendallem w pracy, a raczej za nimi razem xd
    Spokojnie Lira, to tylko tydzień, da się wytrzymać i masz cudowną opiekę
    Mały epizodzik o rodzeństwie Pena zawsze fajny, ale ja czekam na jakiś wątek Aina i Logan 😁
    Nie było go w trumnie? 😱 boję się
    Fajny i czekam 🙃

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierzę, że to powiem, ale Logan ma rację z tymi superbohaterami.
    Biedny James. Powinien ja kopnąć w tyłek i znaleźć taką, która będzie go doceniała. Bo Adams na niego nie zasługuje.
    Lira nie popadnij w pracoholizm. XD
    Czekam xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałbym Cię zaprosić na reaktywację mojego bloga o Nel :) nel-james.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nie bądź Voldek - skomentuj.
Dla Ciebie to niewielki zamach, ale dla mnie to potężny kop energii i zachęta do pisania.
Weryfikacja obrazkowa - wyłączona, anonimy włączone. każdy może napisać coś od siebie. Dla mnie to wiele znaczy.