środa, 28 czerwca 2017

52. Nasze zapisane kartki

(Logan)
Może trochę przesadziłem z wyzwaniem ojca od szatanów, ale nie powinien się pchać z buciorami w moje życie, szczególnie w takiej chwili. Jakoś mu nie wierzę, że wiedział o śmierci mamy zaraz po fakcie. Nawet nie było go na pogrzebie. Nawet nie zadzwonił.
-Wciąż się dąsasz? - zapytała Lira, kiedy przyszedłem do niej z pudełkiem ciasta. - Weź się może dogadaj z tym gościem, zamiast wyładowywać złość na całym otoczeniu.
-Dobra, kto naskarżył? - zapytałem, stawiając pudełko obok jej komputera.
-Alexa, Carlos i Amanda. - odpowiedziała, nawet nie zmieniając pozycji.
-A Kendall nic Ci nie mówił? - zmarszczyłem brwi, przysiadając na skraju jej łóżka.
-Napomknął słówko, czy dwa, ale nie był za wylewny. - odparła, odrywając dłonie od klawiatury. - Ale wiesz, że poważna rozmowa Cię raczej nie ominie?
-Pewnie nie, ale wolałbym to odwlec ile się da. - wzruszyłem ramionami, na co posunąłem jej kawałek ciasta. - Szarlotka, podobno dzisiaj najlepiej wyszła. A kiedy dostaniesz wypis?
-Za dwa dni i tylko dlatego, że Kendall obiecał Amber, że przykuje mnie kajdankami do łóżka.
-Nie wyglądasz, jakbyś się cieszyła. - zauważyłem.
-W domu nie będę mogła pracować. - wzruszyła ramionami. - Wiesz, że obejrzałam już wszystkie części Harry'ego Pottera, starą Trylogię „Spider-mana” i cztery sezony „Agentów NCIS”.
-Zaraz się cofniesz do „JAGa”. - mruknąłem.
-Aż tak zdesperowana nie jestem, ale jak nie będę mogła pracować, to nie wykluczam takiej możliwości. - odparła tonem, jakby nie dolegało jej nic poza błahym katarem.
Wziąłem głęboki oddech i wstałem z jej łóżka. Miała z okna ładny widok na miasto. Ulica o tej porze była spokojna. Zwykle taki spokój oznacza kraksę czołgu pod szpitalem, wybuch śmigłowca, czy coś równie groźnego.
-Cukierka? - zapytała, znowu przyciągając moją uwagę.
Obróciłem się i zobaczyłem, że trzyma w ręku torebkę gumisiów.
-Dzięki. - pokręciłem głową. - Wiesz, że po tym jak mama umarła... Zacząłem pisać do niej listy. Pisałem, co czuję, co się dzieje... wyładowywałem złość na ojca...
-Coś jak pamiętnik? - zmarszczyła brwi.
-Pamiętnik to zbyt babska nazwa, ale masz rację. - pokiwałem głową. - I wiesz co? W sumie tak było. Wciąż gdzieś je mam.
-Może oddasz je ojcu? - zaproponowała.
-To tylko zapisane kartki. - pokręciłem głową. - Mowy nie ma.
-Ale wtedy dowie się, co przeżywałeś, kiedy go nie było. - oznajmiła cicho. - Co Ci szkodzi?
(Kendall)
-Schmidt, do mnie! - zawołała Adams, kiedy szedłem korytarzem ze spojrzeniem wbitym w podkładkę z kartą. - Natychmiast!
-Już idę! - odkrzyknąłem, zostawiając podkładkę z kartą.
-Co Ty tam właściwie robisz? - zapytała, ciągnąc mnie za rękaw.
-Próbuję rozczytać pismo manikuta ze złamaną lewą ręką. - odpowiedziałem, a ona spojrzała na wpiętą kartkę. - Nie wiem, czy to jest „w”, czy podwójne „e”.
-Nie ważne... - pokręciła głową. - Muszę Ci coś pokazać.
Uniosłem brwi, ale poszedłem do jej gabinetu. Adams wyciągnęła z szuflady pudełko i rzeczowo wskazała palcem, żebym je otworzył.
Zamrugałem, otwierając wieko drżącymi dłońmi. Nie miałem pojęcia, co tam zastanę, ani w jakim stanie. Miałem ochotę parsknąć śmiechem, kiedy zobaczyłem obrzydliwą, ale nie przerażającą zawartość. No dobra, może to było trochę upiorne.
-Przecież to są włosy. - wzruszyłem ramionami, zamykając je z powrotem. - Dość nietypowy prezent, chyba, że są na tyle dobrej jakości, żeby zrobić z nich perukę.
-Schmidt... - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - To nie jest zabawne. Był do tego liścik. Matka Hale'ów grozi... że pozabija swoich synów.
-Myśli pani, że byłaby do tego zdolna? - powiedziałem, zanim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić. Spojrzałem na nią z niepokojem, ale ona wciąż pozostała niewzruszona. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
-Gdzie jest ten liścik? - zmarszczyłem brwi.
-Przekazałam policji. Nie martw się, nie kojarzy Waszych nazwisk. Już sprawdziłam. Zapytałam, czy rozmawiała o synu z Vegą, czy z Robertsem... powiedziała, że z Robertsem.
-Jest w szpitalu ktoś o nazwisku Roberts? - spojrzałem na nią z zaskoczeniem.
-Nie. - pokręciła głową. - Oboje wiemy, że rozmawiała z Forte. Ale nie wiadomo, kiedy może sobie przypomnieć jej nazwisko. To samo dotyczy Ciebie i Hendersona.
-Przecież jesteśmy tylko lekarzami. - zauważyłem, opadając na krzesło przed biurkiem. - Technicznie nie mieliśmy nic do gadania...
-Ty nakłoniłeś chłopaka do zeznań, a Henderson wydawał wstępne opinie. - przerwała mi, siadając naprzeciwko mnie. - Nie możesz mówić, że nie mieliście z tym nic wspólnego. Dobrze wiem, jak bardzo zaangażowaliście się w tę sprawę.
-Pani też. - zauważyłem. - Wydała pani na pobyt Scotta tyle, że można by za to wyleczyć trójkę pacjentów z wypadków komunikacyjnych.
-Chyba nie powiesz mi, że nie było warto. - pokręciła głową. - Może i jestem suką, ale nie potrafię być obojętna na krzywdę biednego dziecka.
Z wrażenia otworzyłem szeroko usta. Patrzyłem na nią przez chwilę, ale ona tylko wywróciła oczami i uderzyła w stolik otwartą dłonią.
-Nie bądź dzieckiem, Schmidt! - zawołała, żeby mnie jakoś wyciągnąć z szoku. - Dobrze wiem, jak mnie nazywacie za plecami.
Ja nie nazywam. Na pewno. - pomyślałem, chociaż nie wypowiedziałem tych słów na głos. Nie wiedziałem, dlaczego chciałem to przemilczeć, ale po prostu się nie odezwałem.
-Wiem, że Ty nie jesteś w tym gronie, ale nie musi Ci być wstyd za kolegów z pracy. Zapewniam, że nic do Ciebie nie mam. Wracaj do pracy.
Pokiwałem głową, wstając z krzesła i wyszedłem na zewnątrz. Adams zachowała się jak Adams. Pozostawiła mi do zadecydowania, czy mam powiedzieć o tym Lirze, czy nie.
(James)
Siedziałem na ławce przed blokiem Mary. Wiedziałem, że niedługo powinna wrócić i dlatego zachowywałem się jak pedofil. Tak. Jak pedofil. Siedziałem na ławce, wcinając bagietkę popijaną kefirem i gapiłem się przy tym na bawiące się dzieci.
-Nie sądziłam, że dzisiaj będziesz miał ochotę przyjść, Maslow. - usłyszałem jej głos za plecami.
Wstałem, obracając się w jej kierunku. Nie była ubrana jak rano, kiedy odwoziłem ją do pracy. Przeciwnie. Miała na sobie zielone szpitalne ubranko.
-Czemu się przebrałaś? - zapytałem, całując ją na powitanie w policzek. - Szkoda, luibę tamtą bluzkę. Bardzo Ci w niej ładnie.
-Przestań. - mruknęła, trochę mnie od siebie odpychając. - Tu jest pełno ludzi.
-Wiem. - pokiwałem głową. - Ale mówiłaś, że tylko w szpitalu musimy zachować dystans.
-Bo na szczęście Henderson nie zdołał rozpuścić tego na cały szpital. Publicznie przynajmniej moglibyśmy zachować dyskrecję.
Zignorowałem jej uwagę, pochylając się niżej, żeby pocałować ją w szyję.
-Tu roi się od dzieci i starszych ludzi. - wytknęła, jakby okazywanie uczuć pod własny blokiem było przynajmniej wykroczeniem.
-Nie jestem tego taki pewien. - pokazałem na parę namiętnie całujących się nastolatków.
-Może dałabym Ci się namówić... gdybym była w ich wieku. - prychnęła. - Chodźmy już na górę i zróbmy to, co wychodzi nam najlepiej.
-Jasne. - westchnąłem. - Ale najpierw... chciałbym Ci zadać jedno pytanie.
Zamrugałem, klękając na jedno kolano i wyciągając z kieszeni pierścionek kupiony dzisiejszego ranka. Może nie jestem mistrzem w podejmowaniu spontanicznych decyzji, ale tego byłem pewien na sto procent.
-Mary Adams. - zacząłem. - Jesteś kobietą mojego życia i chciałbym się przy Tobie zestarzeć. Dlatego pięknie proszę... Czy zgodzisz się zostać moją żoną?
Reakcja Mary była nie do przewidzenia nawet przez zawodowego jasnowidza. Mary zacisnęła zęby, kręcąc głową. Patrzyłem na niż wyczekująco, wierząc, ze to tylko reakcja szokowa.
-Chyba nie sądziłeś, że to się może udać? - zapytała cicho. - Nasza umowa jest prosta. Seks i nic więcej. Nie, nie spędzę z Tobą reszty życia. Nie jestem na to gotowa.
I minęła mnie bez słowa, zostawiając jak tego kretyna klęczącego na środku chodnika.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatnio kiepsko mi idzie, ale... jakoś idzie. Myślę, że komentować od siebie nie muszę, bo wiem, że Wy i tak zrobicie to lepiej.
No dobra, mam nadzieję, że notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Cześć!

I nie, nie publikuję nic na wattapie.  

środa, 21 czerwca 2017

51. Pogrzeb palanta

(James)
Pogrzeb Roberta McCalla odbywał się w dość skromnej atmosferze. Nikt nie płakał, nikt nic nie mówił. Większość ludzi nawet nie pofatygowała się o jakiś bardziej stosowny strój. Rozglądając się po cmentarzu doznawałem coraz większego szoku, orientując się, że część z obecnych nawet nie ukrywała swojego wyrazu twarzy, które wręcz krzyczało: „Dobrze, że ten bydlak już zdechł”, a jeszcze inni pewnie przyszli tu z tego samego powodu, dla którego ja tutaj byłem. Chciałem się upewnić, że on na pewno nie żyje.
Przed całym przedsięwzięciem pojechałem po Dereka i Scotta. Nie ubrali się na czarno, ale przynajmniej starali się udawać żałobę. Scott miał taką granatową koszulę i klasyczne jeansy. Przez chwilę miałem wrażenie, że ssie na całą sprawę, ale kiedy wyciągnął z komody wypastowane pantofle, przekonałem się, że nie żartuje. Derek szedł w mundurze. Podobno nie będzie mu się chciało potem przebrać, bo idzie do pracy.
Wiedziałem, że w tajemnicy wszyscy „żałobnicy” cieszyli się, że Roberta McCalla nie ma już pośród nas, ale był jeszcze jeden powód, dla którego tu przyjechałem. Nie chciałem, żeby Derek i Scott byli sami. Szczególnie, że czuli się w niechcianym obowiązku, żeby pożegnać ojczyma.
-Chciałbym odwiedzić panią Forte. - powiedział Scott, kiedy wsiadaliśmy do mojego samochodu.
Spojrzałem pytająco na Dereka, ale on tylko wzruszy ramionami, jakby nie miał nic przeciwko temu. Właściwie sam miałem tam jechać, więc nie widziałem w tym problemu. Już szczególnie, że dzisiaj jest sobota i nie musiał jechać do szkoły.
-W porządku. - odpowiedziałem, zapalając silnik. - Tylko najpierw odwieziemy Dereka do pracy.
Posterunek był po drodze, więc nie widziałem żadnego problemu. W prawdzie, wiedziałem, że nie ma tam nic wielkiego do roboty, bo od karambolu w śródmieściu okolica znacznie się uspokoiła.
Rozejrzałem się po przejściu, zanim przebiegłem na druga stronę. Scott był tuż za mną, ściskając w dłoni biało-niebieski inhalator.
-Mam zwolnić? - zapytałem, obracając się w jego stronę.
-Nie trzeba. - pokręcił głową. - Myśli pani, że doktor Schmidt nie będzie się na mnie gniewał?
-Doktor Schmidt? - zmarszczyłem brwi, aż w końcu załapałem o co mu chodzi. - Z pewnością nie. Przecież wiesz, że to nie jest twoja wina. I on też o tym wie.
Scott nie wyglądał, jakbym go przekonał. Przeciwnie. Zastanawiałem się, dlaczego chce zobaczyć Lirę. Może po prostu się za nią stęsknił?
-Zostawię Cię tu na chwilę. - oznajmiłem, widząc Lirę, która siedziała przed laptopem rozłożonym na stoliku obiadowym z dużym kubkiem herbaty. - Porozmawiajcie trochę.
(Lira)
Kiedy Scott już wyszedł, zabrałam się znowu do roboty. Biedny dzieciak. Sporo przeszedł.
-Pracuje pani nawet w chorobie. - usłyszałam głos Vipery. - Doprawdy, imponujące, pani Forte.
Uniosłam spojrzenie, kierując je na drzwi. Vipera stał z dłońmi za plecami. Nie ukrywam, że w tej sytuacji chciałabym je widzieć. Wiem, co się stało z jego synem i głównie dlatego się go bałam.
-Odwiedza pan każdego podwładnego? - zapytałam, starając się nie tracić zimnej krwi.
-Nie, ale dla pani postanowiłem zrobić wyjątek. - odpowiedział, podchodząc bliżej. Z trudem opanowałam pokusę cofnięcia się o kilka centymetrów. Na szpitalnym łóżku byłoby to zbyt widoczne. - Słyszałem, że padła pani ofiarą pewnego prokuratora. Pomyślałem, że może... uda mi się panią nakłonić do zeznań.
-Skąd pan o tym wie? - uniosłam brwi.
-Jedna z pani koleżanek... nie wytrzymała i puściła farbę. Jednak nie mamy dowodów. Oboje wiemy, że pani jest zbyt sprytna, żeby takie coś przeoczyć.
Uniosłam brwi, widząc jego pewność siebie. Nie miałam pojęcia, co on kombinuje, ani skąd wie o tych matactwach. Sama obiecałam sobie, że nie użyję tego nagrania, jeśli to naprawdę będzie ostatni raz. Poza tym współpraca z Viperą nie nie była najprzyjemniejsza.
-W takim razie, dlaczego nie zajmie się tym sama?
-Jest sprawa, nie ma dowodów. - oznajmił, jakby zamierzał mi dać kolejny temat do rozpatrzenia. - Oboje wiemy, że w sądzie pani jest w tym najlepsza. Możliwe, że nawet pani coś na niego ma.
-Nic nie mam, nawet, gdybym bardzo chciała. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Proszę już wyjść. Zaraz zacznie się popołudniowy obchód.
-Do zobaczenia, pani Forte. - powiedział swoim dostojnym tonem. - Niedługo znowu panią odwiedzę.
Tym bardziej byłam zaskoczona, kiedy mijał się z Kendallem. On tylko odskoczył, żeby nie zderzyć się z nim ramieniem.
-Proszę dbać o swoją pacjentkę, doktorze. - dodał, przytrzymując drzwi. - Będzie mi jeszcze potrzebna.
I wyszedł. Kendall nie zbliżył się do mnie, dopóki Vipera nie zniknął na korytarzu.
-Kto to był? - zapytał, pochylając się, żeby mnie pocałować.
-Vipera. - odpowiedziałam. - Właśnie poznałeś mojego szefa. Milutki, co?
-Raczej nie bardzo. - prychnął. - Czego chciał?
-Służbowe sprawy. - oznajmiłam wymijająco. - Mogę wysłać maila z twojego telefonu?
-Jasne. - pokiwał głową, wręczając mi swoją komórkę.
Wzięłam ją do ręki i zauważyłam, że jest wilgotna. Uniosłam brwi, zauważając, że poplamiłam się krwią. Kendall parsknął śmiechem i poszedł do komody pod oknem i wyjął szuflady paczkę chusteczek antybakteryjnych.
-Wytrzyj. - powiedział, przysiadając na skraju łóżka. - Odruchowo włożyłem do kieszeni brudne rękawiczki. Będę musiał się przebrać.
-Mam udawać, że to całkiem normalne? - uniosłam brwi z zaskoczenia. - Bo wiesz, że nie ma sprawy? Już przyzwyczaiłam się do kilku Twoich nawyków.
Kendall pokręcił głową z szerokim uśmiechem i oparł się o ramę łóżka w nogach. Rozłożyłam chusteczkę i zaczęłam obmywać jego telefon i swoją rękę.
Bez ponawiania pytania weszłam w maile i wybrałam adres Carlosa. Napisałam: „Tu Lira, chyba mamy problem.” Wiedziałam, że bez problemu zrozumie, co mam na myśli.
-A Scott Hale? - zapytał w końcu.
-Co z nim? - zmarszczyłam czoło, na co on tylko wzruszył ramionami.
-O czym chciał z tobą rozmawiać? - zapytał w końcu. - Wiem, że tu był. James mi powiedział.
-Przepraszał mnie. - odpowiedziałam.
-On? - wybałuszył oczy ze zdziwienia. - Za co?
-Za to pobicie. - odparłam, chcąc już o tym zapomnieć. - Zachowa się tylko wpis w aktach. I podobno zostanie mi blizna pod włosami. O tutaj.
Wskazałam ogolone miejsce przykryte opatrunkiem. Kendall odepchnął się od oparcia i pocałował delikatnie to miejsce. Przytuliłam się do niego, a on odepchnął stolik obiadowy i pogładził mnie po plecach. Wzięłam głęboki oddech, wdychając zapach jego wody po goleniu.
-Chcesz, żebym jeszcze trochę został? - zapytał, pieszcząc dłonią mój kark. Pokiwałam głową, wciąż wtulona w jego ramię. - W takim razie zostanę.
(Logan)
Alexa usiadła naprzeciwko mnie, rozkładając się ze swoim burgerem. Uniosłem brwi patrząc na nią z zaskoczeniem.
-Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego człowiek podający się za Twojego ojca naskoczył na mnie, że Cię wykorzystuję? - zapytała, przekrajając sobie go na pół.
-Nie zwracaj uwagi. - machnąłem ręką, nie podnosząc głowy znad swojej zupy pomidorowej. - I tak nie chcę z nim rozmawiać.
-Czyli to prawda? - uniosła brwi. - On jest Twoim ojcem, a Ty przez ostatnie lata wmawiałeś nam, że nie żyje?
-Dla mnie nie żyje, rozumiesz? - uściśliłem. - Zostawił mnie i mamę bez dachu nad głową. Nawet wolałbym nie pamiętać jego nazwiska, ale wiele razy urząd odrzucił mój wniosek.
-Chciałeś zmienić nazwisko, wierząc, że dzięki temu nie będziesz pamiętał o ojcu?
-Szczerze? Już wolałbym się nazywać „Stank” niż nosić jego nazwisko. - oznajmiłem, wycierając sobie usta i sięgając po szklankę wody.
(Aut: „Stank” to znaczy „Smród”. To przez ostatniego Kapitana Amerykę. Kolejna głupia gra słów, udowadniająca, co Logan jest w stanie poświęcić, żeby zapomnieć o ojcu.)
-Logan... - próbowała mnie zatrzymać, kiedy wstałem.
-Skończyłem temat. - powiedziałem twardo.
-Ale ja nie! - zaprzeczyła. - Nie możesz wykorzystywać Wendy, żeby nie spotykać z ojcem.
-Alexa, odpuść... - jęknąłem. - Nie mam zamiaru się przed Tobą tłumaczyć. To moja sprawa, a Ty masz darmową opiekunkę do dziecka.
Minąłem ją, wyrywając się z jej słabszego już uścisku. Nie miałem ochoty z nią o tym gadać. W ogóle nie chciałem o tym rozmawiać. Może zastosuję się w metodę Kendalla? Według niego pracoholizm jest najlepszą formą zwalczania problemów. Tylko ciekawe, w czym to ma pomóc. Wracam do pracy, Muszę spalić nadwyżkę dzisiejszego obiadu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Logan kontynuuje swoje gierki, a Kendall aż za mocno wczuł się w rolę chłopaka Liry. Nie mam siły na pisanie tej jednorazówki. Taka ładna pogoda, więc wolne dni wolę spędzać w książką na leżaku i ze słuchawkami w uszach.
A Wy? Czujecie już wakacje?

No dobra, mam nadzieję, że notka się wam podobała. Koniecznie napiszcie mi po komentarzu, żebym miała na co odpisywać. Trzymajcie się! Cześć!  

sobota, 17 czerwca 2017

Special na 50 notek! 20 ciekawostek na półmetek!

Chociaż minęło już trochę czasu, odkąd napisałam ostatnią notkę, kilka miesięcy później skompletowałam 20 najfajniejszych ciekawostek ze swojego brudnopisu (obecnie strawionego przez ogień) i dać Wam do przeczytania. Oczywiście, wybierałam takie, które nie były wprost wymienione, albo powiedziane na głos. Jak w ostatnim przypadku, zasugerowałam, że to Alexa i Adam są parą, która bzyka się po kątach szpitala, kiedy w jednej z poprzednich notek Alexie wyraźnie zrobiło się głupio, kiedy rozmowa zeszła na ten temat.
Piszę te notki dla swoich najwierniejszych czytelników. Między innymi dla Weroniki (która pisze mi pod każdą notką, za co jestem jej bardzo wdzięczna), Sylwii (która robi swoje dłuższe przerwy, ale jak już się pokaże, dostaję od niej kilka wspaniałych komentarzy), czy Marzenie, która co jakiś czas przypomina mi o swoim istnieniu. A teraz już koniec tego gadania i przejdźmy do ciekawostek!
PS. Dwie ostatnie to właściwie Spoilery, dlatego dą na biało.
You are My oxygen
Ciekawostki:
  1. Pierwszy wątek nawiązuje do serialu „Teen Wolf: Nastoletni Wilkołak”, bo zawsze chciałam napisać FanFika o Dereku i Scottcie jako rodzonych braciach, ale nigdy nie wpadłam na wystarczająco oryginalny pomysł. Pierwszy wątek „Tlenu” był najbliższy moim wyobrażeniom, chociaż nie ma z serialem nic wspólnego. Zgadzają się niektóre imiona i nazwiska, ale nic poza tym. Pierwszy wątek, a zawsze wraca. Przyczepił się i nie może się odczepić. A jeśli nie oglądaliście tego serialu, ani nawet nie obczailiście... Podobno całkiem nieźle ich opisałam, więc... sami się domyślcie, który jest który.
  2. Cobie Smulders, „wcielająca się w rolę” Ordynator Adams została przeze mnie wypatrzona w filmie „The Avengers” z 2012 roku, gdzie zagrała Marię Hill z TARCZY. A ostatnio szczęka mi opadła, kiedy rozpoznałam ją w „Serii Niefortunnych Zdarzeń”. Ze względu na partyzantkę w „zdobywaniu” tych książek pokusa obejrzenia serialu okazała się zbyt silna.
  3. Jak już jesteśmy przy doktor Adams... dopiero przy pisaniu trzydziestej notki zorientowałam się, że ona i dr Banfield (szefowa izby przyjęć z piętnastego sezonu „Ostrego Dyżuru”) mają kilka kluczowych cech wspólnych.
  4. Chirurg Ellie jest nawiązaniem do Ellie Woodcomb z „Chucka”.
  5. Początkowo córeczka Alexy miała nazywać się „Madny”, ale zrobiłam literówkę i zamiast „M” postawiłam „W” i tak już zostało. Wiem, że to daleko na klawiaturze, ale wtedy ktoś mi co chwilę przeszkadzał.
  6. Lira i Logan jako jedyni z głównych bohaterów w dzieciństwie czytali komiksy.
  7. Kendall trzyma w tajemnicy fakt, że ma dwóch braci, bo... Kevin zna Ellie ze szkoły średniej, a ona kiedyś złamała mu serce.
  8. Adams sama nie wie czy kocha Jamesa, czy po prostu jest jej dobrze z nim w łóżku. Prawdopodobnie nie dopuszcza do siebie tej myśli z uwagi na doświadczenia z dzieciństwa.
  9. Aliana znana z pierwszej opowieści na LA nie mogła być fotografem Nicka, dlatego została fotoreporterką.
  10. Lizzy Carmichalel, tak jak w drugiej opowieści na LA, jest stanową mistrzynią kadetów szermierki. Tym razem nie ona, a jej mama była kiedyś cyrkowcem.
  11. Susan Howlett jest Susan ze „Szkoły dla Mutantów”. Na „Tlenie” nie mogła nazywać się Wolverine, dlatego dostała... komiksowe nazwisko Wolverina, które w pełni brzmi „James Howlett”. Takie małe oczko dla tamtych czytelników. Tak przy okazji... Lira ma w domu taki plakat Wolverina:
  12. W notce nr 41 Susan powiedziała głuchoniememu narkomanowi, że wpuścił się w niezły kanał.
  13. Posterunkowa Claudia Diaz jest postacią z „Ostrego Dyżuru”.
  14. Norma imprezowa Logana” - to prywatne prawo Logana do zabalowania i porządnego upicia się góra trzy razy w ciągu jednego miesiąca kalendarzowego.
  15. Logan najbardziej panikuje... kiedy Kendall ma złe przeczucia i one powoli się sprawdzają.
  16. Całkiem spora ilość notek powstała przy słuchaniu „Polskiego grzecznego rapu”, złośliwie nazywanego „hiphopolo”. Mówcie sobie co chcecie, ale ja wciąż tego słucham.
  17. Postacią, która najczęściej zwracała się bezpośrednio do czytelnika jest Logan.
  18. W opowiadaniu nie padły takie słowa jak „iż”, „gdyż”, „twą/twe”, albo „cóż”, bo uważam, że są nienaturalne. Myślę o nich coś jeszcze, ale się tym nie podzielę, bo Ci, którzy ich używają w swoich tekstach mogliby się obrazić.
  19. Konsultacja w męskiej toalecie”, obiecana wcześniej Chrisowi, będzie między notką 70 a 80, ponieważ wtedy wypadnie wrzesień.
  20. W setnej notce ktoś kogo znamy umrze, ale nie mogę powiedzieć kto.


I to by było na tyle... A jeśli nie napisałam czegoś, co chcielibyście przeczytać, albo jest coś innego, co chcielibyście wiedzieć, piszcie, a na pewno w miarę możliwości Wam to wyjaśnię. Trzymajcie się! Cześć! 

środa, 14 czerwca 2017

50. Tatuś

(Logan)
Dobra, musiałem to jakoś przetrzymać. Dzisiaj wraca Matt. Alexa elegancko kazała mi się przygotować i oznajmić, że Lira leży nieprzytomna na neurologii. Po tym jak James dał Kendallowi na to datek pożyczkę leczenie szło sprawniej. O wiele sprawniej.
Siedziałem przy biurku Alexy, uzupełniając karty. Umówiliśmy się z Kendallem, że puki co będziemy sami na dyżurze, będziemy to robić na zmianę. Po godzinie.
-Abby, popilnujesz mi długopisu? - poprosiłem, odsuwając karty w ten sposób, żeby nie było ich widać z drugiej strony. - Musze się wysikać.
-Jasne. - pokiwała głową.
Poszedłem w stronę męskiej toalety. Zamknąłem za sobą drzwi i stanąłem naprzeciwko pisuaru. Opróżniając swój pęcherz, westchnąłem z ulgą, odchylając głowę do tyłu.
Kiedy usłyszałem jakieś tąpnięcie, wróciłem do świata rzeczywistego. Pośpiesznie wepchnąłem przyrodzenie do spodni i zapiąłem rozporek.
-Wszystko w porządku? - zapytałem, czekając chwilę na odpowiedź.
Cisza. Uniosłem brwi, wzruszając ramionami i uchyliłem drzwi kabiny. Zajrzałem środka. Kiedy zobaczyłem co się tam dzieje, wrzasnąłem z obrzydzenia, odsuwając się na tyle daleko, żeby uderzyć w ścianę.
-Błagam! Musieliście? - wrzasnąłem, zakrywając sobie oczy. - Ogarnijcie się w końcu!
W środku znalazłem Alexę w objęciach Adama. Tak. Nasza dwójka pielęgniarek właśnie elegancko bzykała się w męskim kiblu! OGÓLNODOSTĘPNYM męskim kiblu. No, jak tak można?
-Co wy robicie? Nie mogliście iść do jakiegoś bardziej dyskretnego miejsca? - wydzierałem się, chcąc im w ten sposób jakoś przemówić do rozsądku. - A gdyby wszedł tu jakiś dzieciak?
-Jeszcze pięć minut temu nikogo tu nie było! - wrzasnęła Alexa, niemal uderzając mnie w twarz. - na prawdę musiałeś wejść akurat teraz.
-I wyobraź sobie, że to najbardziej dyskretne miejsce, które jest w tym szpitalu. Tylko tutaj nie ma kamery. - oznajmił Adam, wtórując tym Alexie.
Adam nie tylko po raz pierwszy powiedział do mnie na ty, ale jeszcze dał mi do myślenia. Uspokoiłem się, intensywnie się zastanawiając. Kamery? Czy on powiedział... kamery?
-Czekaj... - powiedziałem powoli. - To Wy jesteście tą parą, która bzyka się po całym szpitalu! Ja nie mogę! Czemu się nie przyznaliście?
Ich miny były jak najbardziej wymowne. Patrzyłem na nich z szeroko otwartymi ustami. Nie wierzyłem, w to co się właśnie działo. Co to ma być?
-A Ty byś się przyznał? - jęknął w końcu Adam.
-Właśnie. - Alexa pokiwała głową. - Spójrz na Kendalla i Lirę. Nie przyznawali się chyba przez cztery miesiące. Nie mówię, że ulegliśmy tej porąbanej modzie na sekretne związki, ale...
-Na razie chcemy to załatwić sami. - dokończył Adam.
-Dobra. - prychnąłem, odwracając się w stronę umywalek. - Tylko zróbcie to trochę szybciej niż oni, dobra? Bo nie mam zamiaru być strażnikiem Waszej tajemnicy.
Kiedy umyłem ręce, wyszedłem na korytarz. Niemal natychmiast zderzyłem się ze starszym mężczyzną, którego tak usilnie starałem się unikać.
-Witaj synu. - powiedział dostojnym tonem.
-Cześć, Tato. - odpowiedziałem. Słowo tato wypowiedziałem z odrazą, jakby to było ostatnie, na co miałem ochotę. Pokręciłem głową i minąłem go w przejściu.
-Może porozmawiamy? - zapytał, nie dając za wygraną.
-Wcale nie mam na to ochoty. - warknąłem, przechodząc do Kendalla. Wiedziałem, że jeszcze długo do jego zmiany, ale w ten sposób skuteczniej go uniknę.
Rozejrzałem się, szukając go spojrzeniem. Nie byłem z tego za bardzo zadowolony. Przeciwnie. Byłem wściekły, bo jeśli zajmę się selekcją, może mój „kochany tatuś”, zobaczy jak bardzo jestem zajęty i w końcu odpuści.
-Kendall... - zawołałem, wyjmując mu z rąk plik czystych kart. - Moja kolej. Leć do recepcji.
-Przecież... - Kendall spojrzał na mnie z zaskoczeniem i rzucił krótkie spojrzenie mojemu ojcu.
Na rozpowiadałem, że mój ojciec nie żyje. Nikt mu nie uwierzy!
-Dobra. - kiwnął głową, wręczając jednemu mężczyźnie receptę. - Proszę. Apteka całodobowa jest po drugiej stronie ulicy.
-Przecież zawsze kupuje w szpitalnej! - niemal krzyknął.
-Szpitalna apteka jest już nieczynna. - powiedział mu spokojnie. - Za kilka dni proszę się zgłosić na kontrolę. Do zobaczenia.
Kendall wręczył mi podkładkę, ale zatrzymał się na chwilę, jakby miał jakieś wątpliwości.
-Jesteś pewny? - wyszeptał na tyle cicho, żebym tylko ja to usłyszał.
-Tak. - pokiwałem głowa. - Odpocznij.
(James)
Poszedłem do gabinetu Matta i Liry. Wiedziałem, że tam jest teraz Matt. Wiedziałem, że... jeszcze nic nie wie. Może gabinet tego nie odzwierciedla, bo dobrze posprzątaliśmy, ale cały rozłączany sprzęt na pewno zauważy.
-Cześć. - zacząłem, zaglądając do środka. - Możemy pogadać?
-Jasne. - pokiwał głową. - Lira jest na urlopie? Cały sprzęt jest odłączony.
-Nie... - pokręciłem głową, starając się odpowiadać na jego pytana jak najprościej. - Nie jest na urlopie. Lira jest na neurologii.
-Na neurologii? - powtórzył z zaskoczeniem. - A co tam robi?
-Leży. - odparłem w najbardziej logiczny sposób.
Matt patrzył na mnie z zaskoczeniem. Nie wiedział, nie domyślał się. Podsumowując: Nie miał zielonego pojęcia. Nawet najmniejszego.
-Matt, Lira została pobita. - walnąłem prosto z mostu, licząc że taki zimny prysznic nie będzie dla niego zbyt wielkim szokiem.
-Co? - wybałuszył na mnie oczy. - Kiedy? Jak? Przez kogo?
Pytanie wypływały z jego ust jak z karabinu maszynowego. Żądał wyjaśnień i to natychmiast. I ja właśnie miałem być tym pechowcem, który będzie miał za zadanie to wszystko mu wyjaśniać.
-Ojczym Scotta i Dereka Hale'ów wpadł tu jakiś czas temu. - zacząłem mu wyjaśniać, bardzo się starając, żeby nie poplątać się w zeznaniach. - Nie wiedzieliśmy, że tam w ogóle jest. Wiem, ze Lira wysłała Kendallowi jakiegoś niezrozumiałego SMSa i on poszedł sprawdzić, co jest grane. Znalazł ją nieprzytomną na podłodze.
-Jak było źle? - zapytał, starając się na obojętność, chociaż jego głos był przepełniony emocjami.
-Bardzo źle. - odpowiedziałem, próbując powiedzieć to, co mi mówili. - Ale teraz jest lepiej. Amber wprowadziła ją w stan śpiączki. Za dzień, może dwa zacznie ją wybudzać.
Matt nic już nie powiedział. Po prostu stał i patrzył na mnie obojętnie, ale też i smutno. Zbliżyłem się do niego o parę kroków, żeby móc zajrzeć mu w twarz.
-Wszystko w porządku? - zapytałem, przechylając głowę w najbardziej dyplomatyczny sposób.
-Dlaczego mi nic nie powiedzieliście? - zapytał po dłuższej chwili. - Przecież mogliście do mnie zadzwonić, albo coś. Nie byłem odcięty od świata.
-Miałeś wystarczająco własnych problemów.
-Czyli zdrowie mojej przyjaciółki to nie jest mój problem?
-Tego nie powiedziałem. - pokręciłem głową. - Mam na myśli, że miałeś sprawę do załatwienia. Żałoba po ojcu... nie chcieliśmy Ci dokładać. Zadecydowaliśmy, że lepiej powiedzieć Ci, jak jej stan się poprawi.
(Mijają trzy dni)
(Kendall)
Siedziałem przy łóżku Liry, trzymając ją za rękę. Może to nie był najlepszy sposób na spędzanie kilku wolnych godzin pracy, ale tylko to przyszło mi do głowy.
-Kendall? - usłyszałem za swoimi plecami głos Amber. - Jesteś gotowy?
-Na co? - zapytałem, zastanawiając się, co właściwie ma na myśli.
-Na wybudzenie Liry. - odpowiedziała, unosząc dłoń ze strzykawką. - Zaczęliśmy już rano. To jest ostatnia dawka.
-Myślałem, że... - zacząłem zaskoczony. - To dopiero jutro.
-Nie. Dzisiaj. Po prostu trzymaj ją za rękę. Ja to zrobię.
Jej głos był łagodny. Kojący, jakby była pewna, że wszystko się uda. Uniosłem jej rękę i pocałowałem grzbiet jej dłoni, jakby to było jedyne, czego teraz pragnąłem.
Amber wtłoczyła zawartość strzykawki do cewnika. Zagryzłem wargę ze zniecierpliwieniem. Czekałem, aż zobaczę jej piękne, zielone oczy.
W końcu powoli zaczęła się budzić. Instynktownie uniosłem dłoń do jej włosów, żeby ją pogłaskać.
-Kendall? - wyszeptała słabo, jak tylko lekko rozchyliła powieki.
-Witaj z powrotem, skarbie. - odpowiedziałem, czując łzy w oczach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Odnoszę wrażenie, że ostatnia scenka wyszła mi... zbyt emocjonalna. Powiem szczerze, że nie miałam pojęcia, czy chciało mi się to sprawdzać, ale zapewniam, że w sobotę zobaczycie dwadzieścia ciekawostek. Punktualnie o szóstej rano. A w piątek zapraszam na koniczynkę.
A teraz... czekam na Wasze komentarze. Na razie przybieram się do odpowiadania, ale chyba będzie to musiało trochę poczekać.

No dobra... mam nadzieję, że notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Cześć!  

środa, 7 czerwca 2017

49. Kryzys wieku średniego

(Logan)
Teraz było mi już wszystko jedno. Dlaczego? Z jednego, bardzo istotnego powodu. Dzisiaj przyjeżdża do mnie... Uwaga, to może być dla Was szok. Mój ojciec. Tak, ten nadęty dupek. Facet dla mnie nie istnieje. Jednego dnia mówi, że wyjeżdża służbowo, a następnego zjawia się komornik i mówi, że mamy się wynosić, bo w ciągu tygodnia dom zostanie zlicytowany. Wtedy przeniosłem się do akademika. Nie miałem gdzie mieszkać, ukrywałem ciężko chorą matkę w mieszkaniu. Potem poszedłem do Kendalla i poznałem jego brata. Wszystko im opowiedziałem. Wtedy Kevin... zadzwonił do Kenettha. Zjawił się w niecałą godzinę. Zabrał moją mamę do siebie. Rok później już nie żyła. A mój ojciec... nawet nie interesował się co u nas słychać. Wiem, że nie dzwonił. Połączyliśmy jej numer z moim, tak, żeby po zamknięciu wystąpiło automatyczne przekierowanie na moją komórkę. Na praktykach poznaliśmy Carlosa i Jamesa. Dwóch nadzianych kolesi, którzy chcieli zostać następcami Wane'a i Starka w prawdziwym życiu. Ta... marzenie.
A teraz ten popieprzony fiut chce mnie odwiedzić! Założę się, że gość nawet nie ma pojęcia, że mama nie żyje.
-Logan, będę miała prośbę... - usłyszałem za swoimi plecami głos Alexy.
Obróciłem się i spojrzałem na nią z pytającym wyrazem twarzy. Wyglądała, jakby czegoś ode mnie chciała, ale nie miałem stuprocentowej pewności.
-Już się boję. - powiedziałem, opuszczając podkładkę.
-Chodzi o to, że nie mam z kim zostawić Wendy, a Adam zaprosił mnie na wieczór i pomyślałam... Może posiedziałbyś z nią kilka godzin, co?
W mojej głowie zaczęły się kłębić diaboliczne myśli. Jeśli dzisiaj wieczorem zajmę się Wendy, nie będę musiał się spotykać ze staruszkiem. No, czemu wcześniej na to nie wpadłem?
-Jasne, nie ma sprawy. - odpowiedziałem, kiwając głową. - I tak nie mam planów na wieczór.
-Dzięki. - uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością. - Ale to na pewno nie problem?
-Pewnie. - zawołałem, wyciągając komórkę z kieszeni i patrząc w ten zboczony fan-poster Antmana z dekoltem Czarnej Wdowy (aut. Są chyba takie dwa). Uśmiechnąłem się, chytrze kręcąc głową. Właśnie załatwiłem sobie idealne alibi. Lepiej być nie może! Wystawię ojca, żeby zająć się córeczką koleżanki. No, sam bym tego lepiej nie wymyślił. Dzięki Alexa! Chociaż lepiej, żeby ona myślała, że to ja wyświadczam jej przysługę.
-Henderson, papiery do mnie! - zawołała Adams, mijając mnie w korytarzu.
-Jeszcze nie skończyłem zmiany! - odkrzyknąłem!
A ta co? Znowu okresu dostała? Właśnie, dlaczego kobiety muszą miesiączkować akurat raz w miesiącu? To chyba trochę za często? Jakby nie mogły raz na kwartał. Tylko, że wtedy to nie nazywałoby się miesiączką. Chyba kwar... tałka? Nie wiem, ale brzmi to okropnie. Chociaż słyszałem o kobiecie u której etapy owulacji idealnie pokrywały się z fazami księżyca. W tym z okresem podczas pełni. Bo wilkołak w pełnię zamienia się w krwiożerczą bestię, a kobieta jeszcze gorzej: MA OKRES!
(Aut: Dziewczyny, nie gniewajcie się, to wszystko przez fioletową twarz Visiona. Nic nie poradzę, że jego zdjęcie jest akurat na lipiec. Tak, pisane 1 lipca 2016. Nie gniewajcie się, ale często robię sobie jaja z własnego okresu.)
(Carlos)
-Jeszcze jedno. - powiedział James, kiedy wszedłem do jego „gabinetu” urządzonym w mieszkaniu. - Nie chce widzieć, że świadkowie oskarżenia są zastraszani, rozumiesz? Nie obchodzi mnie, kim jest jego ojciec, ale masz go pozbawić tych paskudnych nawyków.
James mnie zauważył i wskazał dłonią na krzesło, żebym usiadł po drugiej stronie biurka. Uniosłem brwi, słysząc jego ostry ton. Jednak musiałem przyznać, że nieźle się napracował, urządzając to biuro. Jadnak ta „prowizorka”, jak sam to określił wyszła mu całkiem profesjonalnie.
Po chwili odłożył słuchawkę i popchnął w moją stronę jakieś papiery.
-Co to jest? - zapytałem z zaskoczeniem.
-Twoje wynagrodzenie. - odpowiedział i dopiero teraz zauważyłem, że to potwierdzenie przelewu na moje konto na całkiem sporą sumę.
-Co? - wyjąkałem. - Żartujesz sobie? Przecież to moja szpitalna pensja za trzy miesiące.
-Wiem. - kiwnął rzeczowo głową. - Ale sprawdziłem notowania biegłych psychologów wynajmowanych przez prywatne kancelarie adwokackie. Średnio tak dobrych jak Ty. Gdybym sięgnął po kogoś takiego, musiałbym wydać cztery razy tyle.
-Odeślę Ci te pieniądze z powrotem. - oznajmiłem, odkładając kartkę na stolik. - Wcale nie chciałem, żebyś mi płacił. Pomagałem przyjacielowi.
-Wiem, ale i tak musiałem Ci zapłacić. Przynajmniej dla czystego sumienia.
-Ostatnio za dużo wydajesz. Urządzenie biura, te wszystkie opłaty urzędowe i jeszcze... - przerwałem, zastanawiając jak nazwać opłacenie kosztów leczenia Liry.
-Udzieliłem Kendallowi bezzwrotnej pożyczki. - pokiwał głową. - Tak.
-A czy on wie, że ta pożyczka jest bezzwrotna?
-Nie jestem tego do końca pewien.
(Kendall)
-Jest! Jest! Jest! - usłyszałem radosne nawoływanie Logana, który właśnie wszedł do pokoju lekarskiego. - I ciekawe, jak się teraz poczujesz frajerze z kryzysem wieku średniego!
-Ty do mnie mówisz? - zapytałem, podnosząc głowę znad krzyżówki.
-Co? Nie, oczywiście, że nie. - za pierdział, wchodząc do środka. - Co robisz?
-Adams nazywa to „pracą badawczą na rozluźnienie”, ale dla mnie to po prostu pracoholizm, bo rozwiązywanie krzyżówki skserowanej ze starego pisma medycznego nie działało na mnie za bardzo rozluźniająco.
Poczułem, jak zagląda mi przez ramię. Wiedziałem, że dostał od niej taką samą (każdy taką dostał), ale jeszcze się za nią nie zabrał.
-Skaza krwotoczna na dziewięć liter. - przeczytał lekko gardłowym głosem. - Wpisz „hemofilia”. Po co to robisz? I tak nie będzie tego sprawdzać.
-Żeby nie myśleć. - odpowiedziałem, odkładając czerwony długopis na bok. - A tak w ogóle, kogo nazwałeś „frajerem z kryzysem wieku średniego”?
-Swojego kochanego tatusia. - prychnął z odrazą, nalewając sobie trochę kawy do papierowego kubka. - Wkurza mnie! Najpierw mnie olewa, a teraz dzwoni, jakby te kilkanaście lat nie miały miejsca. Ale na szczęście Alexa potrzebuje opiekunki i uda mi się z tego wymigać.
-Wystawiasz ojca... - uniosłem brwi. - Dla Wendy?
-Trochę głupio to ująłeś, ale nie mogę zaprzeczyć. - odparł. - Chyba, że masz zamiar go teraz bronić, to powiem Ci, że możesz z marszu spieprzać.
Westchnąłem, widząc że jego nie da się do tego przekonać. Wiedziałem, jaka jest jego historia z ojcem i pewnie sam nie chciałbym czegoś takiego przerabiać, ale... mój ojciec zmarł niedługo po moim urodzeniu. Technicznie rzecz biorąc, nawet nie zdążyłem go poznać.
-Jesteś pewny? - uniosłem brwi. - To w końcu Twój ojciec...
-Dawca genów, dotarło? - przerwał mi, nawet nie dając dokończyć.
-...i uważam, że powinieneś z nim porozmawiać przynajmniej przez pięć minut! - przekrzyczałem go, kiedy byłem pewien, że da mi dojść do słowa.
-Podaj mi przynajmniej jeden sensowny powód. - powiedział bezlitośnie bezbarwnym głosem.
-Bo jeśli z nim nie porozmawiasz, możesz tego pożałować do końca życia. - odpowiedziałem najspokojniej, jak potrafiłem.
-Z pewnością nie. - pokręcił głową. - A jak Lira?
-Lepiej. - odpowiedziałem, przepisując hasło do kratek na dole. - Za dwa, trzy dni Amber zacznie ją wybudzać.
-A Matt wie? - zapytał w końcu. - Wiem, że to ja miałem do niego zadzwonić, ale Alexa obiecała, że mnie wyręczy.
-Nie... - pokręciłem głową. - Nic nie wie, o tym, co się stało.
-No to mamy problem. - oznajmił na wydechu.
-Bo? - uniosłem brwi, widząc jego spojrzenie.
-Jutro wraca. - oznajmia. - Jurto Matt wraca prosto do pracy. Rozumiesz, co to znaczy?
Rozumiałem. Aż za bardzo.
(James)
Usłyszałem szum faxu. Te dokumenty nigdy nie przychodziły w odpowiednim momencie. Poza tym... uważali, że w ten sposób wysyła się wiadomości szybciej.
-Carlos, zobacz, co to jest! - zawołałem, wsypując do kubków po łyżeczce rozpuszczalnego kakao.
-Chwila! - odkrzyknął i zobaczyłem, jak wchodzi do pokoju i dosłownie wyrywa kartkę z odbiornika.
Przez chwilę zapadła cisza. Wychyliłem się, żeby zobaczyć co się tam takiego dzieje.
-Carlos? - zawołałem.
Nie odpowiedział, tylko stał i z otwartymi ustami wpatrywał się w kawałek kartki.
-Co to jest? - zmarszczyłem brwi, zalewając kakao mlekiem.
-Emm... - zaczął trochę niepewnie. - McCall miał być pod stałym nadzorem, co nie?
-Tak, a co? - zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, do czego tym razem pije.
-Bo znowu próbował uciec. - Powiedział, uważnie studiując list od celnika. Teraz już wiem, że to od celnika. - Prawie dobiegł do bramy i wtedy...
Przerwał, przełykając ślinę. Zmarszczyłem brwi, odkładając rondelek z powrotem na palnik.
-Co wtedy? - zapytałem, robiąc kilka kroków w jego stronę.
-Strażnik go zastrzelił. - dokończył. - Nie żyje. Sam zobacz.
I wręczył mi dopiero przyszły fax.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeśli mieliście jakieś wątpliwości, że Logan to cwana bestia... to już nacie stuprocentową pewność. Nie ważne co się stanie, to on nigdy się nie zmieni.
A jeśli chodzi o special na 50 notek, to muszę Was rozczarować, bo nie dałam rady dokończyć jednorazówki. Mam teraz dużo pracy i nie daję rady. Mam tylko nadzieję, że dwadzieścia ciekawostek wystarczą.
No i mam nadzieję, że notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Cześć!